Podziękowania

Ogromne podziękowania dla: Ro, Rysia, Tyśki, Leny i Pacoszki oraz mojej siostry za namówienie mnie do pokazania im moich opowiadań, dopingowanie mnie w tym, podpowiadanie mi, co można by zmienić, za wspieranie mnie i posyłanie ogromnej ilości energii, dzięki której wena mnie nie opuszcza. Nawet nie wiecie, ile znaczy dla mnie Wasz entuzjazm, dziewczyny. Gdyby nie Wy, tego bloga by nie było.
Dziękuję.

8 lipca 2016

Epilog


5 lat później (powrót do wydarzeń z prologu)…

    - Bliźniaki? - zapytał Lepa z szerokim uśmiechem na ustach. Zbyszek przestąpił z nogi na nogę.
    - Bliźniaczki - poprawił go z nienaturalnie szerokim uśmiechem na twarzy. - Będę się musiał nauczyć malować, już mi żona grozi pędzlem - jęknął, ale widać było, że cieszy się jak mały chłopiec na wieść o przejażdżce Roller Coasterem.
    - To rzeczywiście szykuje ci się trudna przeprawa - zaśmiał się Marcin, a Zbyszek zaczął nerwowo kręcić się na swoim miejscu.
    - Pierwsze chwile na pewno nie będą łatwe, ale myślę, że mi to przejdzie - parsknął i nagle uśmiechnął się czule do własnych myśli. - Już się chyba trochę przyzwyczaiłem, teraz tylko chciałbym być przy narodzinach i pomóc żonie.
    - To kiedy możemy spodziewać się nowych dam z twoim nazwiskiem?
    - Za dwa tygodnie, około - mruknął rozmarzonym głosem.
    - W takim razie życzę ci, żebyś w tym czasie nie musiał nigdzie wyjeżdżać z chłopakami i już cię nie zatrzymuję. Leć do drużyny, potem wracaj bezpiecznie do żony i…
    Dalszej części wywiadu Amelia nie usłyszała. Zamek we frontowych drzwiach szczęknął wesoło i po chwili do uszu brunetki dotarł szelest toreb.
    - Wróciłam! - zawołała Paulina.
    - Jestem w salonie- opowiedziała jej, powoli ruszając w kierunku przedpokoju, żeby pomóc znajomej z zakupami.
    - Zobacz, kogo ci przyprowadziłam! - zawołała szatynka z dumą. Jej samozadowolenie jeszcze wzrosło, gdy Amie w oczach zalśniły łzy radości, a na jej usta wstąpił szeroki, bardzo szeroki uśmiech.
    - Michał! - zawołała piskliwie i najszybciej jak tylko mogła w swoim obecnym stanie, podeszła do męża, zarzucając mu ręce na szyję. Zatopiła nos w zagłębieniu jego szyi, pierwszy raz od dwóch miesięcy mogąc w pełni nacieszyć się jego zapachem, bliskością, ciepłem. Winiarski zaśmiał się wesoło, objął ją delikatnie, jakby była ze szkła, po czym pocałował ją w czoło. Amelia uniosła nieco brodę i dostrzegła stojącego za jej ukochanym Mariusza, uśmiechającego się nienaturalnie szeroko.
    - Co wy tu robicie, zgrupowanie miało się skończyć za dwa tygodnie - powiedziała, nie odrywając się od Miśka. Wlazły wzruszył ramionami i zdjął buty, pomagając swojej żonie z wypełnionymi po brzegi siatkami.
    - Mały prezent dla wszystkich - stwierdził, puszczając Amie oczko. Zaśmiała się cicho i z pewnym niesmakiem odsunęła od Winiarskiego, gdy ten zaczął się wyłuskiwać z jej objęć. Przyłożył dłonie do dużego brzuszka żony i pocałował ją słodko w usta.
    - Jak się czują moje księżniczki? - zapytał cicho, kucając przed nią. Delikatnie podwinął przykrótki, jaskrawożółty top jaki miała na sobie i pocałował jej brzuch na wysokości pępka. Amelia zachichotała cichutko, głaszcząc siatkarza po włosach.
    - Bardzo dobrze - przyznała, kiwając przy tym głową. Drugą ciążę znosiła znacznie łatwiej, nawet mimo tego, że najgorsze miesiące musiała radzić sobie sama przez wzgląd na wyjazdy chłopaków. Może działo się tak dlatego, że już wiedziała jak reagować na różne bodźce, w pewien sposób „znała się na tym”.
    - Gdzie są dzieciaki? - zapytał Mariusz, wracając z kuchni z szerokim uśmiechem. Amelia wskazała ruchem głowy otwarte na oścież drzwi balkonowe.
    - W ogrodzie. Arek i Oliwier chyba grają w piłkę, Kuba siedzi w basenie - powiedziała spokojnie, dłonią zataczając duże koła na brzuchu. Michał i Szampon wymienili porozumiewawcze spojrzenia i uśmiechnęli się szeroko, wręcz diabolicznie.
    - Ty z prawej, ja z lewej - oznajmił Winiarski, na palcach stąpając po skrzypiących deskach tarasu. Ama omiotła wzrokiem niebo i w ostatniej chwili, przypominając sobie coś, złapała przyjmującego za rękę.
    - Możesz później wyciągnąć Unę spod jałowca? - poprosiła cicho. - Znowu się tam wcisnęła, Olek jej nie sięga, a ja musiałabym się położyć.
    - Jasne, nie ma problemu - przyjmujący uśmiechnął się promiennie i czmychnął za kępę ozdobnych krzewów, chowając się za nimi przed wzrokiem dzieci.
    - Stare dziady, a ciągle jak przedszkolaki - westchnęła Wlazła, siadając na drewnianej ławeczce i z uśmiechem obserwując siatkarzy. Mariusz skrył się za wysokim kamieniem, stojącym zaraz przy oczku wodnym. Pech chciał, że nastąpił na jakąś suchą gałązkę. Trzask natychmiast zaciekawił Irmę. Sunia nadstawiła uszu, wywaliła język i poszczekując wesoło, wielkimi susami pokonała odległość dzielącą ją od Szampona. Dzieci natychmiast przeniosły na nią wzrok, z niezrozumieniem rozglądając się dookoła. Nagle Mariusz machnął ręką, próbując złapać hulającego psa za obrożę, by go uspokoić. Arkowi tyle wystarczyło, by go rozpoznać.
    - Tata! - krzyknął wesoło i ruszył biegiem w jego kierunku. Oliwier uśmiechnął się szeroko, zerknął w stronę dziecięcego basenu, gdzie pluskał się jego młodszy, przyrodni brat, a gdy upewnił się, że maluch nie ma zamiaru wychodzić z wody, żwawym krokiem ruszył w kierunku Wlazłego.
    Mariusz z cichym westchnieniem schylił się po syna i wziął go na ręce, przytulając do siebie mocno. Jak na jedenastolatka był już naprawdę duży. Wzrost odziedziczył po ojcu i choć wszyscy próbowali zaciągnąć go do Młodej Ligi, chłopiec zdecydowanie bardziej wolał chodzić na SKS z koszykówki w szkole, niż na treningi siatkarskie.
    - Jak w Spale? - zapytał ze świecącymi oczami, gdy ojciec odstawił go na ziemię. - Dałeś im wycisk? - zapytał z entuzjazmem, na co Mariusz wybuchł gromkim śmiechem. Odkąd jego życie wywróciło się o sto osiemdziesiąt stopni, syn dawał mu najwięcej wsparcia. Nawet Paulina nie była przekonana do tego pomysłu, ale zapał Arka to wynagradzał.
    - Cześć, wujku - Oliwier przywitał się z Szamponem podaniem ręki, po czym wcisnął obie dłonie w kieszenie spodni. Przez tych kilka lat włosy mu ściemniały i teraz był naprawdę podobny do swojego ojca. Wyższy od Arka o głowę, stawiał pierwsze kroki jako rozgrywający. Ostatnie dwa tygodnie spędził nawet na obozie siatkarskim w Sofii, gdzie jego drużyna grała towarzysko z zespołami innych, zagranicznych drużyn.
    - Jak było w Bułgarii? - zapytał Wlazły, kucając przed chłopcami, żeby podrapać za uchem łaszącą się do niego Irmę.
    - Fajnie - mruknął trzynastolatek, podrzucając ramionami. - Ostatnie pięć dni graliśmy w kółko, zrobili nam taki mały turniej. Wszystko mnie boli - dodał z nikłym uśmiechem.
    - Przyzwyczajaj się, jak chcesz wpaść do kadry, to musisz cierpieć. Takie są prawa natury - zaśmiał się Wlazły.
    - Ej, a ze mną to się już nie można przywitać? - usłyszeli za plecami. Chłopcy odwrócili się na pięcie. Twarz Oliwiera rozjaśnił szeroki uśmiech; zerwał się z miejsca i z impetem wpadł w ciało Michała, obejmując go mocno w pasie. Winiarski, porażony siłą syna, zrobił krok w tył, potknął się o kamień i ze śmiechem upadł na trawę, lekko przytulając do siebie chłopaka.
    - Siemasz, ty mój MVP - mruknął, roztrzepując dłonią włosy syna. Olek opadł na pięty i otworzył szeroko oczy, wpatrując się w ojca z niezrozumieniem. - Mama cię chwaliła - wyjaśnił przyjmujący. Uniósł rękę w górę i nagle położył ją ciężko na głowie Oliego. - Jestem z ciebie dumny - dodał nieco ciszej, posyłając mu ciepły uśmiech. Oliwier zacisnął usta w wąską linijkę i znowu przylgnął do ojca, mocno zaciskając powieki.
    Odkąd zaczął spędzać z Michałem więcej czasu, był nim zachwycony. Chciał być taki jak on, stawiał go sobie za wzór i wiedział, że kiedyś dotrze do tego samego poziomu. A może nawet go przewyższy? Kto wie? Chciałby, nie przeczył.
    - Tatuś! - wesoły, dziecięcy pisk dobiegł do nich spod altanki. Kuba, zauważywszy ojca, z trudem wygramolił się z baseniku, ślizgając się bosymi stopami po błocie, żeby zaraz wyrżnąć w nie nosem. Michał roześmiał się gardłowo, a Olek tylko przewrócił oczami, mamrocząc coś pod nosem. Między chłopcami była tak duża różnica wieku, że mały bardzo często doprowadzał Olkowi krew do wrzenia swoją dziecięcą nachalnością. Nic więc dziwnego, że po dłuższym czasie miał go dość. Kubuś tymczasem wstał pokracznie z ziemi i w ogóle nie przejmując się błotem na całej buzi, z wyciągniętymi rączkami ruszył w stronę taty. Misiek puścił Oliwiera i zaraz złapał malucha pod pachami, podnosząc go wysoko w górę i jednocześnie samemu opadając plecami na trawę.
    - Cio ty łobuzie masz na twarzy, cio? - zapytał pieszczotliwie, szczerząc się do pięciolatka.
    - Tatuś, puść! - zaśmiał się Kuba, wierzgając nogami w powietrzu. Winiar roześmiał się serdecznie, odstawił synka na ziemię i samemu dźwignął się do pozycji siedzącej.
    Dwoje par błękitnych oczu uparcie się w niego wpatrywało. Jego dwie, wierne kopie. Uśmiechnął się szeroko i podparł ręką z tyłu, za plecami.
    - Grzeczni byliście? - zapytał poważnie, patrząc synom w oczy. Oboje przytaknęli głowami. - Pomagaliście w domu trochę? - drążył temat, tym razem zatrzymując wzrok na starszym chłopcu. Olek pokiwał głową.
    - Ciocia Paulina nie wszystko pozwalała nam robić, ale ile się dało, to pomagaliśmy - powiedział, wyjmując jednocześnie komórkę z kieszeni spodni i zaraz stukając w jej klawiaturę. Michał przyglądał się uważnie chłopcu, coraz wyżej unosząc jedną brew.
    - Te, rozmawiasz ze mną, czy z telefonem? - zapytał w końcu, mało przyjaznym tonem. Kuba nagle osłonił buzię dwiema rączkami i patrząc z rozbawieniem na tatę, wybełkotał spod palców:
    - Oliwier się zakochał!
    - Zamknij się! - syknął trzynastolatek, wrogo patrząc na brata. Kuba zrobił niepewny krok w tył, za to Michał od razu trzepnął pierworodnego w tył głowy.
    - Ej! - huknął, groźnie ściągając ku sobie brwi. - Co to ma znaczyć, do brata?!
    - No dobra, sory, weź… - bąknął, masując obolałe lekko miejsce.
    - Słucham? - zapytał Winiarski, podnosząc się powoli z ziemi.
    - Przepraszam - powiedział dużo ciszej, tym razem z wyraźną skruchą, po czym sam wstał na nogi. Misiek otrzepał spodnie z resztek trawy i skinął lekko głową.
    - Zaprowadź brata do domu i pomóż mu wytrzeć twarz - rzucił, kierując się w stronę obrośniętego drzewkami skalniaka. Oliwier rozłożył bezradnie ręce, znowu uderzając w bunt.
    - Dlaczego ja? - jęknął płaczliwie.
    - Ba ja idę wyciągnąć Unę z krzaków, a tobie nie ubędzie - powiedział oschle. Nienawidził tak rozmawiać z nikim, co dopiero z własnym synem, ale odkąd Oliwier zaczął wchodzić w „trudny wiek”, Michał coraz częściej musiał się stawać „złym policjantem”. Nie podobało mu się to i zawsze miał później niesmak w ustach, ale z drugiej strony nie chciał pozwolić, by chłopak uznał, że może mu wejść na głowę. Z resztą, odrobinka musztry jeszcze chyba nikomu nie zaszkodziła.
    Olek wywrócił ostentacyjnie oczami, złapał Kubę za rączkę i naburmuszony, poszedł z nim do domu. Michał tymczasem wczołgał się pod rosnące w równym rządku jałowce i z trudem złapał łaciatego kundelka za obrożę, powoli wyciągając go na otwartą przestrzeń.
    Pierwszego psa, Irmę, Amelia przyniosła z pracy. Młody piesek, seter irlandzki, był wówczas strasznie wychudzony i opuchnięty na żebrach. Miał rany po pogryzieniu, najpewniej po walce z jakimś większym psem. Amelia leczyła Irmę naprawdę długo, bo rozharatany bok wcale nie chciał się zagoić. Szef rzadko pozwalał jej przyjmować podobne przypadki. Bezpańskie psy leczyło się na koszt firmy, a przecież w dzisiejszych czasach wszyscy tylko liczą pieniądze. Mimo to, Ama się uparła i doprowadziła rekonwalescencję zwierzaka do końca. Później tak się do niej przywiązała, że zabrała ją do domu ku uciesze męża, któremu siostra od dawna nie powierzała już Luki pod opiekę.
    Zupełnie inaczej sytuacja się miała z Uną. Niewielkiego, białego kundeleka z czarnymi łatkami na głowie i lewym boku Michał znalazł miesiąc wcześniej. Wracając do domu na weekend ze Spały, zatrzymał się pod lasem na „herbatę i siusiu”, bo jak się okazało, Kłos i Wrona mieli pęcherze wielkości orzeszków ziemnych. Suczka leżała w rowie, dysząc ciężko z gorąca i bólu, bez lewej przedniej łapy. Była pokrwawiona i odwodniona, każdy przechodził obok niej ze współczuciem odmalowanym na twarzy, ale nikt nawet nie pomyślał, by choćby podać jej wody. Misiek natomiast owinął psa w swoją bluzę, położył go delikatnie na siedzeniu pasażera w swoim aucie i zawiózł prosto do kliniki, nie zważając na protesty kolegów, że psu najpewniej już nic nie pomoże, a w dusznym samochodzie Winiar tylko dokłada mu katuszy.
    Teraz, Misiek z trudem wziął roztrzęsionego kundelka na ręce i poklepał go po brzuchu, niosąc w stronę domu. Amelia długo nie chciała się zgodzić na kolejne zwierzę w domu, ale on i Kuba w końcu dali radę zmiękczyć jej serce. Nie wiedzieć dlaczego, Kubuś od razu ochrzcił nową towarzyszkę zabaw imieniem „Una” i choć każdego to bawiło, imię przylgnęło do pieska już na stałe.
    - No, idź na posłanie - mruknął Michał, stawiając psa na panelach i klepiąc go w udo. Una zamerdała niepewnie ogonem i pokuśtykała na trzech łapach do wnętrza salonu. Po chwili z łazienki wybiegł Kubuś, który z dzikim okrzykiem rzucił się psu na szyję, tuląc go do siebie mocno. Mariusz i Paulina, siedzący na ławce najbliżej balkonowych drzwi, zaśmiali się wesoło. Michał tymczasem usiadł na drewnianych schodkach, zaraz za Amelią, obejmując ją delikatnie.
    - Tato, mogę pograć na PlayStation? - zapytał Oliwier, wychylając się zza białej framugi.
    - No idź, idź - przytaknął Winiar zmęczonym głosem. Po roli „złego” przyszła pora lekko załagodzić sytuację. Chłopiec uśmiechnął się szeroko i już miał zniknąć w głębi mieszkania, gdy nagle zatrzymał go głos ojca. - Oli?
    - Hm?
    - Masz dziewczynę? - zapytał wesoło, uśmiechając się przy tym szeroko. Trzynastolatek oblał się czerwonym rumieńcem, nadął policzki i obrzucił ojca mrożącym krew w żyłach spojrzeniem.
    - Tato! - warknął przez zęby, chowając się w salonie z zażenowaniem.
    - No co?! - zawołał za nim, nie doczekał się jednak odpowiedzi. Westchnął ciężko i oparł brodę na czubku głowy Amelii, palcami głaszcząc jej brzuch. - Mam nadzieję, że nasza córka będzie spokojniejsza - westchnął.
    - Mieszanka naszych genów w wersji kobiecej? Nie liczyłabym na to - zaśmiała się brunetka, z cichym stęknięciem przykładając dłoń do lędźwi. Michał odsunął się delikatnie, wsunął dłoń pod koszulkę żony i zaczął masować jej plecy.
    - Lepiej? - zapytał po chwili.
    - Mhm.
    - Kiedy ty w ogóle masz termin? - zagadnął Mariusz, ramieniem obejmując Paulinę. Ama westchnęła ciężko, wspierając głowę o ramię przyjmującego.
    - Planowo wypada dwunastego sierpnia. Ale może będzie szybciej.
    - Już pewnie chcesz mieć to za sobą? - zapytała Paula, uśmiechając się delikatnie. Amelia posłała jej zmęczony uśmiech i przytaknęła głową.
    - Planujecie jeszcze kolejne? - zaśmiał się Wlazły, coraz mocniej przyciskając do boku swoją żonę.
    - Może? Czemu nie - powiedział Michał, nim Amelia zdążyła zaprotestować. Po chwili obejrzała się na męża ze zdumieniem. - Co?
    - Nie sądzisz, że dwa plus jeden nam wystarczy?
    - Dwa plus jeden? - zdziwił się Winiar.
    - Nie wiesz, ile masz dzieci?
    - No Anielka, Kubuś… - liczył na palcach.
    - I jeszcze Oliwier, tak?
    - No, ale nie ty rodziłaś Olka - fuknął śmiesznie.
    - Za to ty za chwilkę będziesz miał trójkę pociech, jeszcze za mało? - zachichotała.
    - A może my sobie sprawimy jeszcze jedno, co? - zagadnął Mariusz Paulinę. Wlazła popatrzyła na niego z zaskoczeniem i nagle zaśmiała się nerwowo.
    - Jeśli sam je sobie urodzisz, to nie widzę problemu - rzuciła. Amelia zaśmiała się cichutko, zaś Mariusz naburmuszył się jak mały chłopiec, natychmiast zabierając rękę z ciała ukochanej.
    - A propos, wiedzieliście, że zbyszkowa Sonia jest w ciąży? - zagaiła Amelia, ciesząc się jak dziecko.
    - Naprawdę? - Paula zrobiła wielkie oczy.
    - A skąd ty wiesz? - zaciekawił się Wlazły. Ama wzruszyła ramionami.
    - Zibi dzwonił do mnie cały przerażony, kiedy tylko się dowiedział. Prosił, żeby nic nikomu nie mówić, bo Sonia bardzo się bała, że nie doniesie ciąży. Ale dwa dni temu wygadał się Lepie.
    - Matko, to super! - zawołała Wlazła. - Tyle czasu się starali o dziecko, dobrze, że w końcu im się udało.
    - A pochwalił się: syn, czy córka? - zapytał Michał, cały czas masując plecy Amy.
    - Dwie córki - odpowiedziała z nienaturalnie szerokim uśmiechem.
    - Bliźniaczki?! - pisnęła zaskoczona Paulina.
    - Ooo, to się Zibi zacznie ubierać w sukienki! - zawołał Wlazły. Michał parsknął donośnym śmiechem, kuląc się za ciałem żony.
    - No co się z niego śmiejesz? - fuknęła Ama. - Jak ciebie Anielka będzie chciała przebierać, to co, może się nie zgodzisz?
    - Ja? - zdziwił się Winiar, po czym wzruszył ostentacyjnie ramionami. - Słuchaj, ładnemu we wszystkim ładnie. Ale wyobrażasz sobie naszego kwadratowego Bartmana w sukience? - prychnął, kręcąc przy tym głową.
    - Komedia „Szczęk” - zachichotał Szampon, dłonią osłaniając usta.
    - Ale wy jesteście okrutni - mruknęła Paula, zaplatając ręce na piersi. Siatkarze roześmiali się głośno, ciągle nie mogąc wyrzucić sprzed oczu Zbycha w kolorowej, zwiewnej sukieneczce.
    Rozmawiali długo, o wszystkim i o niczym i Winiarscy musieli przyznać: brakowało im tego. Rozmowy ze starymi przyjaciółmi, którzy naprawdę dobrze ich znali. Ciepła rodzinnego domu. W końcu ostatnie lata żyli na walizkach. Kiedy jednak Bełchatów ponowił propozycję przyjęcia Michała do klubu, ten zgodził się bez wahania, nawet nie pytając żony o zdanie. Wiedział, że oboje traktują to miasto jak swój jedyny, prawdziwy dom. To tutaj czuli się najlepiej i tak naprawdę to tu chcieli być. I kto wie, może właśnie mieli ku temu wielką szansę.
    Michał przez ostatnie dwa lata grał we francuskiej lidze, w Paris Volley, spełniając tym samym złożoną dawno temu obietnicę, że jeszcze kiedyś zabierze Amelię do Paryża. W tym czasie Stefanowi skończył się kontrakt na trenera reprezentacji Polski i mimo że PZPS chciał go z nim przedłużyć, oferta poprowadzenia drużyny z rodzimego kraju przechyliła szalę. Antiga wrócił do ojczyzny, trenować swoich rodaków, za to jego miejsce zajął kolejny, mało oczekiwany kandydat – Mariusz Wlazły. Szampon przyjął propozycję bez wahania i na razie sprawdzał się w roli selekcjonera wręcz idealnie. Liga Światowa 2019 zakończona na drugim miejscu miała być dobrą wróżbą dla nowego zespołu biało-czerwonych. Jedyne, co Wlazłemu trudno było rozgraniczyć, to przyjaźń do chłopaków i konieczność utrzymania nad nimi dyscypliny. Ale skoro Stefanowi udało się to przed laty, czemu jemu miałoby się nie udać?
    - Ama, nie przemęczaj go za bardzo, bo chcę go wystawić na mecz otwarcia - rzucił, gdy zbierał się z żoną i synem do opuszczenia domu Winiarskich. Misiek przewrócił oczami, wspierając dłonie na biodrach i kręcąc z dezaprobatą głową.
    - Przypominam wam tylko, że to mój ostatni rok w kadrze - westchnął.
    - Co roku tak mówisz - zaśmiał się Szampon.
    - I tym razem mówię serio. Najpierw mnie do Rio wepchnęła Ama, potem zostałem na prośby Stefana, teraz przyszedłem na zgrupowanie dla ciebie - rzucił do przyjaciela. - Jestem już zmęczony. Kończy mi się kontrakt w Skrze i pora chyba zająć się czymś innym… Nie będę wiecznie odbijał piłki.
    - No tak, teraz masz prawie załatwioną robotę, to możesz sobie odchodzić - zaśmiał się Wlazły. Ama nadstawiła ciekawie uszu.
    - Jaką robotę?
    - Tydzień temu dzwonił do mnie Piechocki. Jak nic się nie zmieni, chciałby, żebym od przyszłego sezonu przejął naszą drużynę z Młodej Ligi, jako pierwszy trener.
    - Ooo, ciekawe - przyznała, kiwając z aprobatą głową. Michał uśmiechnął się promiennie.
    - Też mi się podoba. Igła i Kadziu bawią się w dziennikarzy, Guma w dyrektora w zarządzie, ten – wskazał dłonią Wlazłego - w trenera, Magneto i Zibi też… A mi w sumie pasowałaby praca z młodzieżą, więc dlaczego nie?
    - Teraz, to się skup na Mistrzostwach. Do tej swojej trenerki masz jeszcze minimum rok - powiedział Mariusz, ignorując ostentacyjne, ciężkie westchnienie przyjaciela. Pomógł żonie nałożyć płaszcz, oboje pożegnali się z Winiarskimi i wyszli w ciemną, sierpniową noc, powolnym krokiem wracając do swojego mieszkania.
    Gdy Amelia brała prysznic, Misiek posprzątał po kolacji i utulił synka do snu. Kochał to robić, uwielbiał spędzać z małym czas i miał nadzieję, że już niedługo będzie mógł mu go poświęcić znacznie więcej, niż Oliwierowi przez te wszystkie lata. Nie wspominając już o tym, że przy córeczce chciał być non stop. Karmić ją, przewijać, mieć siłę, by wstać w środku nocy i zaśpiewać jej kołysankę. Prowadzać do przedszkola, odganiać od niej nachalnych kolegów. Chciał mieć energię i czas na to, by pokazać jej świat, nauczyć ją chodzić, czy usłyszeć, jak wypowiada pierwsze słowo (które oczywiście musiało brzmieć „tata”). Do tej pory to wszystko robiła Amelia, czy, w przypadku sytuacji z Olkiem, Dagmara. On był z boku, jak obserwator, pomijając wiele ważnych wydarzeń w życiu swoich dzieci. Nawet nie nauczył Kuby jeździć na rowerze, Oli go w tym wyręczył… Teraz chciał jednak, by było inaczej. Anielka miała być stuprocentową księżniczką tatusia, ot co!
    Michał uśmiechnął się pod nosem. Mała jeszcze się nie urodziła, a już owinęła go sobie wokół palca.
    Znużony długą podróżą i kilkumiesięcznym zgrupowaniem, na którym dawał z siebie dwieście procent, byle tylko niczego później nie żałować, teraz wziął tylko szybki prysznic i zaraz wsunął się pod kołdrę obok Amelii. Objął ją leciutko, pocałował na wysokości biodra i przytulając głowę do jej boku, przymknął powieki. Tęsknił za nią, bardzo tęsknił. Ona przecież też była czynnikiem, dla którego rezygnował z kadry, a niedługo w ogóle z siatkówki. Chciał w końcu spędzić z nią całe wakacje. Odpocząć. Mieć czas, by zabrać ją do kina, oddać Kubę w ręce dziadków i skoczyć na weekend nad morze. Zrobić cokolwiek, żeby być blisko, poczuć na nowo pasję, jaka w nich była na samym początku. Kochać ją. Tak po prostu.
    Brunetka zamknęła z plaskiem grubą książkę i zmierzwiła mu włosy dłonią. Oddychała ciężko, ale spokojnie, a Michał czuł, jak jego córka delikatnie wierci się w brzuchu mamy.
    - Będziesz jutro w domu? - usłyszał nagle. Zadarł głowę do góry i niechętnie podciągnął się wyżej, żeby ułożyć się na poduszce. Oczy same mu się zamykały ze zmęczenia.
    - Będę, a co?
    - Mam jakieś dziwne przeczucie, że Anielka pójdzie w ślady brata i nie poczeka na książkowy termin rozwiązania - westchnęła Ama. Skrzywiła się nieznacznie i wyłączyła lampkę nocną, z trudem okręcając się na bok. - Chciałabym już mieć to za sobą. Ona jest taka ciężka…
    - Jeszcze tylko kilka dni - wyszeptał Michał. Pocałował żonę w ramię, ułożył jej między nogami poduszkę, po czym przykrył ją cienką kołdrą, dłonią zataczając kręgi na jej udzie. - Spróbuj się przespać - poprosił, ziewając szeroko. Amelia uśmiechnęła się słabo, ramieniem obejmując jaśka.
    - Kocham cię, Misiu - szepnęła sennie. Winiarski znowu musnął ustami jej bark i wtulił nos w kark żony.
    - Ja ciebie też - wymruczał tylko i po chwili do uszu kobiety dotarło miarowe pochrapywanie siatkarza. Musiał być naprawdę wykończony, skoro tak szybko udało mu się usnąć. Amelii natomiast nie przyszło to już tak łatwo. Starała się nie wiercić na łóżku, żeby nie obudzić Michała ani nie zirytować dziecka, ale cały czas czuła dziwne napięcie, dyskomfort nie tyle fizyczny, co psychiczny. Jedynym pocieszeniem był dla Winiarskiej był fakt, że Aniela zachowywała się zdecydowanie spokojniej niż jej brat. Jeśli już miała ochotę dać znać o swoim istnieniu, kręciła fikołki, ale nie kopała jak Kuba przed przyjściem na świat. Amelia uśmiechnęła się pod nosem, przymykając znużone powieki. Pamiętała, jak Michał tydzień po wygraniu MŚ leżał na łóżku w salonie, z synkiem owiniętym w dwa kocyki leżącym mu na brzuchu, oglądając powtórkę finału. Z resztą, nadal go oglądali, w każde urodziny Kuby, a złoty medal oprawiony w czerwoną ramkę, wisiał nad łóżkiem malucha w jego pokoju.
    Wspominając tamten czas, Ama nawet nie zauważyła, kiedy dała się wciągnąć do krainy Morfeusza. Niestety, jej sen nie trwał długo. Czując nieprzyjemny ucisk w dole brzucha, obudziła się po ledwie dwugodzinnej drzemce. Fuknęła zniesmaczona, pocierając twarz dłonią. Michał spał za jej plecami jak zabity. Zwrócony do niej tyłem, ciągle opierał dłoń na udzie żony, jakby przez sen chciał jej pilnować. Oddychał ciężko, spokojnie. Powieki drgały mu śmiesznie i Amelia zaczęła się zastanawiać, co może mu się śnić.
    - Ależ ty jesteś okrutna - stęknęła cicho, opierając dłoń na wystającym brzuchu. Zacisnęła zęby, zrzuciła nogi z łóżka i bardzo powoli stanęła na zimnych panelach. Chłód podłogi przyjemnie drażnił jej opuchnięte stopy. Zaczesała długie włosy w tył, związując je w niedbałego koka, po czym powolnym krokiem ruszyła w stronę łazienki. Kolejny skurcz nieco ją rozbudził. Podeszła do umywalki, ochlapała twarz zimną wodą, wzięła głęboki oddech i nagle zgięła się w pół z bólu, przysiadając na skraju wanny.
    - O mój Boże - syknęła, łapiąc brzuch od spodu i powolutku siadając na ziemi. - Wiedziałam, że nie usiedzisz dłużej na miejscu… Aua! Aua… Misiek! - zawołała słabym głosem, nie uzyskała jednak żadnej odpowiedzi. Winiar może i zasypiał długo, ale zawsze spał snem kamiennym, jak dziecko. Mogło się palić i walić, on musiał wyleżeć przepisowe osiem godzin, żeby w końcu otworzyć oczy.
    - Michał! - krzyknęła głośniej, znowu bez rezultatu. Wywróciła oczami i ze zwartymi szczękami przeczekała kolejny skurcz. - Anielka, dziecko drogie, błagam, nie doprowadzaj matki do paniki… Dziewięć miesięcy cię noszę, okazałabyś troszkę zrozumienia… - szepnęła, czując pierwszą łzę pod powieką. Wystraszyła się. Coś było chyba nie tak, skoro skurcze tak bardzo jej doskwierały. Przecież w ciąży z Kubą prawie nic nie czuła… - Aniu, proszę, poczekaj, aż się tata obudzi - jęknęła, zagryzając wargi niemal do krwi.
    Misiek tymczasem spał w najlepsze, całkowicie nieświadomy tego, że właśnie powinien pomagać żonie wsiąść do samochodu. Uśmiechał się delikatnie przez sen, dopóki nie poczuł czegoś mokrego na twarzy. Skrzywił się i spróbował obrócić głowę, ale coś ciepłego i śliskiego dotknęło jego ust i nosa. Przyjmujący wzdrygnął się gwałtownie i otworzył jedno oko, ręką odrzucając od siebie psi pysk. Skrzywił się z odrazą i już miał naciągnąć kołdrę na głowę, gdy głośny jęk podrażnił mu uszy. Zerwał się do pozycji siedzącej, zrzucając Irmę z łóżka. Potoczył nieprzytomnym wzrokiem po pomieszczeniu i ciężko westchnął, dochodząc do wniosku, że zapewne coś mu się przyśniło. Dopiero, kiedy odwrócił się na drugą stronę łóżka, tam, gdzie teoretycznie powinna spać Ama, zastygł w zastanowieniu w bezruchu. No bo niby czemu miejsce obok niego nagle zrobiło się puste?
    - MICHAAAŁ! - usłyszał głośny krzyk z łazienki. W mgnieniu oka zerwał się z łóżka, zaplątując się w kołdrę. Klnąc pod nosem skopał ją na podłodze i z impetem wpadł do łazienki. Z sykiem zamknął oczy, nieprzyzwyczajone do takiej ilości ostrego światła, po czym potarł zamknięte powieki palcami.
    - Co się dzieje, czemu ty siedzisz na podłodze? - wystękał, kucając przed żoną. Ama oddychała płytko, zaciskając mocno szczęki.
    - Wody mi odeszły - wystękała, dając spłynąć po policzku kolejnej łzie. Winiar ważył kilka chwil otrzymaną informację w myśli, by po chwili otworzyć nienaturalnie szeroko oczy.
    - Teraz?!
    - Nie, wczoraj! - prychnęła zła. - Tak, teraz! Najwyraźniej córka nie może się ciebie doczekać! Aua! O Jezu, aua… - warknęła, ale zaraz skuliła się pod wanną, mocno obejmując brzuch dłonią. Michał nieco pokracznie poderwał się w górę i mamrocząc coś pod nosem, zaczął napełniać wannę letnią wodą. Ręce mu się trzęsły, a w głowie powtarzał wszystko to, czego zdążył się z Amą nauczyć w szkole rodzenia.
    - Poczekaj chwilę, poczekaj - szepnął. Wziął żonę pod ramię, podniósł ją powoli i pomógł wejść do wody. - Wytrzymasz jeszcze kilka minut? Tylko się przebiorę i wyjadę przed dom, potem pomogę ci zejść.
    - Mhm - wystękała, zaciskając powieki. Siatkarz pomógł jej się oprzeć o brzeg wanny; Ama zaciskała palce lewej dłoni dookoła jej krawędzi i starała się uspokoić oddech, wolną ręką ochlapując brzuch ciepłą wodą.
    - Dasz radę?
    - Tak - szepnęła, a gdy Michał rzucił się do drzwi, zawołała za nim:
    - Tylko proszę, pośpiesz się. Strasznie boli.
    - Dwie minuty! - krzyknął z sypialni, gwałtownie otwierając szafę. Wziął pierwszą lepszą koszulkę w dłoń, w biegu się przebrał i ciskając komórkę do kieszeni spodni, wybiegł na przedpokój, o mały włos nie zderzając się z Oliwierem.
    - Tato, co się dzieje? - wysapał zaspany, z niepokojem zaglądając do wnętrza sypialni, skąd dobiegały go jęki Amelii. Misiek w roztargnieniu popatrzył w stronę dziecięcego pokoju, zastygając zaraz w bezruchu. Kubuś stał schowany do połowy za białymi drzwiami, gryząc piąstkę i pociągając noskiem. Na policzkach miał zaschnięte ślady łez, przebierał nerwowo nóżkami po zimnych panelach. Musiał się przestraszyć, gdy Ama najpewniej obudziła go swoimi wrzaskami.
    - Tato? - usłyszał przed sobą i drgnął gwałtownie. Uśmiechnął się do Oliwiera, położył mu dłoń na głowie i podszedł do Kuby. Kucnął przed nim i wyciągnął do pięciolatka ramiona. Chłopczyk natychmiast do niego podszedł i wczepił się mocno w jego koszulkę, jeszcze głośniej pociągając zasmarkanym noskiem.
    - Nic się nie dzieje. - powiedział, jakby próbował uspokoić samego siebie.
    - Mama chora? - usłyszał cichutki głos Kuby. Wziął go pod pachy i posadził sobie na kolanie.
    - Mamusia musi jechać do lekarza. Muszę ją zawieźć, więc na chwilkę zostaniecie sami, dobrze? Olek, przypilnujesz go trochę? - zwrócił się do starszego chłopca. - Zadzwonię po Mariusza, żeby do was przyszedł, ale do tego czasu zajmij się Kubą, dobrze?
    - Jasne.
    - Misieeek! - do ich uszu dobiegł krzyk Amelii.
    - Tato, co jest? - zapytał zaniepokojony Oliwier, łapiąc młodszego brata za rączkę, gdy Winiarski wstał szybko na równe nogi.
    - Siostra wam się rodzi, muszę zawieźć Amę do szpitala - rzucił, zbiegając po schodach. Z prędkością błyskawicy wskoczył za kierownicę, szarpiąc autem wyjechał przed bramę i nawet nie zamykając drzwiczek, ruszył ponownie do domu. Wbiegł na piętro po dwa stopnie, z impetem wpadając w łazienkowe drzwi.
    - Dłużej nie można było? - ofuknęła go żona na powitanie. Michał zagryzł tylko wargi i pomógł jej wstać. Ama mozolnie narzuciła na siebie sukienkę i okryła się przyniesionym przez przyjmującego swetrem, po czym noga za nogą, stękając co kilkanaście sekund, trzymając męża pod rękę, wyszła z łazienki. Powolutku podeszła do schodów, kurczowo złapała się obręczy i skuliła, jęcząc przez zaciśnięte zęby.
    - Powoli, kocie - usłyszała nad uchem szept Michała. - Musisz zejść na dół, powoli…
    - Tata…
    - Kurwa, miałem zadzwonić po Wlazłego - warknął pod nosem, drżącą ręką próbując wyciągnąć telefon z kieszeni. Ama nagle odzyskała władzę nad ciałem i sprzedała mu mocnego kuksańca w bok.
    - Nie bluźnij przy dziecku - warknęła złowrogo, zsuwając się powoli z najwyższego stopnia schodów.
    - Nie, tato - Oliwier złapał go za rękaw. - Ja po wujka zadzwonię, powiem, o co chodzi - powiedział z poważną miną.
    - W pokoju na komodzie jest mój telefon, możesz skorzystać - wysapała Amelia, posyłając chłopcu słaby uśmiech. Winiarski pocałował syna w czubek głowy, po chwili zbiegł kilka stopni i wyciągnął do żony ręce.
    - Złap się mnie - polecił krótko, asekurując każdy jej ruch.
    - Michał, nie uniesiesz nas.
    - Złap się - powtórzył spokojnie, zarzucając ramiona żony na swój kark. Delikatnie wziął ją na ręce i szybko, ale starając się zbyt mocno nie kołysać ramionami, zszedł na parter. Otworzył kopniakiem drzwi, krzyknął w głąb mieszkania, żeby Kuba słuchał się brata i wyniósł Amelię na dwór, zaraz sadzając ją na tylnej kanapie srebrnego volvo.
    - Jezu, pośpiesz się! - syknęła na niego, gdy z piskiem opon ruszał spod domu.
    - Pięć minut - rzucił tylko, z zaciętą miną łamiąc wszelkie możliwe przepisy. Jedynym plusem tej nagłej akcji było to, że miała miejsce w nocy. Świecące pustkami ulice pozwoliły Michałowi bez problemu przedrzeć się przez miasto, a pusty parking – dość efektownie, ale niezamierzenie, zahamować pod szpitalem. Zajmując dwa miejsca dla karetek, nie gasząc silnika, wyskoczył z wozu i obszedł go dookoła, żeby otworzyć Amelii drzwi. Pomógł jej wysiąść, przekładając sobie jej jedną rękę za karkiem, a drugą obejmując ją w talii.
    - Co się stało?! - starsza pielęgniarka wybiegła do nich na dwór, zapewne z zamiarem zrobienia Miśkowi bury za parkowanie w niedozwolonym miejscu. Gdy jednak zobaczyła przewieszoną mu przez ramię kobietę, machnęła na koleżankę stojącą w drzwiach przychodni.
    - Żona rodzi - rzucił na wydechu, delikatnie oddając Amelię w ręce pielęgniarki.
    - Jak częste są skurcze? - zapytała, od razu przechodząc na oficjalny, rzeczowy ton. W międzyczasie jej koleżanka przytoczyła do nich wózek i pomogła Amie spokojnie na nim usiąść.
    - Co jakieś cztery minuty, po trzydzieści sekund - wysapała Winiarska, całkowicie zaskakując Michała. Nawet nie pomyślał, żeby policzyć czas w drodze do szpitala! Pielęgniarka natomiast skinęła tylko głową.
    - Od razu na porodówkę - rzuciła do młodszej koleżanki.
    - Michał… - stęknęła Amelia, wyciągając delikatnie rękę za siebie.
    - Zaraz przyjdę - obiecał i wrócił do samochodu, żeby przestawić go na odpowiednie miejsce. Z burzą myśli w głowie, niedokładnie zamknął drzwi w aucie i biegiem ruszył na trzecie piętro. Starsza kobieta, przyjmująca ich przed chwilą pod budynkiem, pomogła mu nałożyć cienki fartuch i bez słowa wepchnęła go na salę.
    - Jestem, już jestem - wydyszał żonie do ucha, łapiąc ją niepewnie za dłoń. Nie minęła nawet sekunda, jak zgiął kolana, sycząc przy tym z bólu. Amelia z całej siły złapała go za palce, wyładowując na nim swój własny dyskomfort. - Au, au, au… Mysza, miażdżysz mi rękę… - stęknął z grymasem.
    - Już drugi raz mi to zrobiłeś - syknęła wrogo, oddychając coraz ciężej, cała czerwona na twarzy.
    - Przecież ty też chciałaś drugie dziecko! - ofuknął ją, próbując uwolnić dłoń z morderczego uścisku. Anestezjolog i położna zaśmiali się cicho; kobieta musiała nawet osłonić usta dłonią, żeby nie wyjść na nietaktowną.
    - Ale ty nie masz z tym tyle problemu! - jęknęła Amelia, jeszcze mocniej ściskając mu palce.
    - Kotku… Aua, aua… Ama, ręce mi są potrzebne w pracy, wiesz? - zaskomlał. Z jednej strony chciał uciec przed dotykiem żony, z drugiej nie miał serca, by gwałtownie odtrącić jej dłoń od swojej.
    - Mam. To. W dupie - warknęła gardłowo, łypiąc na męża groźnie spod pasemek przyklejonych do twarzy włosów. Kolejny skurcz Michał opłacił gwałtownym bólem w jednym z palców, po którym dość machinalnie wyrwał dłoń z uścisku żony. Odetchnął głęboko, machając nadgarstkiem w powietrzu jakby chciał złagodzić pulsujące pieczenie.
    - Dobrze, pani Winiarska, mamy troszkę za małe rozwarcie. Trzeba zrobić niewielkie nacięcie - głos lekarza przywołał Miśka na ziemię i zmroził mu krew w żyłach. Amelia pisnęła pod nosem, zamykając mocno powieki, żeby nie patrzeć na błyszczący skalpel w dłoni mężczyzny. - Spokojnie, nic pani nie poczuje. Przy takim bólu jak teraz, to będzie jak ukłucie komara - uśmiechnął się.
    Michał przełknął głośno ślinę, stając za Amelią. Jedną dłoń położył na jej ramieniu, drugą ponownie wsunął w jej rękę, tym razem nieco pewniej i dokładniej, tak, że drobne palce Amy obejmowały jego śródręcze, nie palce.
    - Dasz radę - powiedział cicho, przytykając usta do włosów żony.
    - Pierwsza ciąża przebiegała prawidłowo? - anestezjolog zerknął na Michała, odkładając z brzękiem narzędzie na metalową podkładkę.
    - Syn jest wcześniakiem, ale nic poważnego się nie działo… - wybełkotał przyjmujący. Lekko zakręciło mu się w głowie.
    - Poród był naturalny?
    - Cesarka - rzucił tylko, oddając mocny uścisk Amelii, gdy kolejny skurcz przeszył jej brzuch.
    - Pani Amelio, proszę się rozluźnić, dobrze? - poprosił lekarz, zaraz zbierając od brunetki opryskliwe fuknięcie. Uśmiechnął się pobłażliwie i poprawił rękawiczki na dłoniach. - Ja wiem, że to brzmi absurdalnie, ale proszę się uspokoić. Wszystko jest w porządku, a stresując się, tylko pogorszy pani sytuację. Będę liczył do trzech. Proszę patrzeć na aparaturę i przeć na moje „trzy”, kiedy zacznie się skurcz. W porządku? - zapytał spokojnie, z ciepłym uśmiechem. Ama pokiwała mu tylko głową, zamykając na krótką chwilę oczy.
    - Oddychaj głęboko - usłyszała nad uchem cichy, kojący głos. - Spokojnie, poradzisz sobie. Oddychaj - Michał głaskał ją po ramieniu, raz po raz całując we włosy. Amelia krzyknęła głośno i ścisnęła z całej siły dłoń męża, ale tym razem nie po to, żeby zrobić mu krzywdę, tylko jakby szukała wsparcia.
    - Bardzo dobrze - pochwalił ją lekarz. - Spokojnie, jeszcze chwila. Raz, dwa, trzy, z całej siły! Bardzo ładnie, jeszcze tylko troszkę.
    - Nie mogę… - jęknęła przez zęby, dając spłynąć po policzku jednej łzie. Michał ścisnął mocniej jej ramię i przytulił policzek do skroni kobiety.
    - Dajesz sobie radę, Ams, spokojnie…
    - Wyglądam na zdenerwowaną? - fuknęła rozeźlona i zaraz zwarła mocno szczęki, starając się nie złamać Michałowi ręki.
    Mimo zapewnień lekarza, że to „jeszcze tylko krótka chwila”, Ama męczyła się dobre czterdzieści minut, zanim opadła z westchnieniem na oparcie krzesła, a niewielkie pomieszczenie dla odmiany przeszył płacz dziecka, nie jej krzyki. Ze łazmi przytuliła twarz do dłoni Michała, oddychając szybko i płytko, nawet nie patrząc na córkę, którą położna już owijała w ręcznik. Była zmęczona, tak bardzo zmęczona.
    Michałowi w oczach zaświeciły łzy. Długo wyrzucał sobie, że nie był przy narodzinach Kuby, ale teraz uznał, że może wyszło mu to na zdrowie?
    Uśmiechnął się słabo i pocałował Amelię w sam czubek głowy. W tamtej chwili to on mocno ściskał jej rękę, za wszelką cenę chcąc uspokoić małżonkę.
    - Już dobrze, ćśśś. Jestem z ciebie dumny, bardzo dumny, już po wszystkim - szeptał jej na ucho, całując jej czoło i skroń po każdym wypowiedzianym słowie. Drżał lekko na całym ciele, bojąc się zrobić jakikolwiek krok, żeby nie upaść. Dopiero jedna z pielęgniarek wyprosiła go na zewnątrz, żeby dał Amie chwilę na doprowadzenie się do porządku. Opadł ciężko na skrzypiące krzesełko ustawione na korytarzu i westchnął głęboko, zaczesując włosy w tył. Adrenalina powoli uchodziła z jego ciała, a jej miejsce zaczynały zastępować endorfiny. Na szybko wyciągnął telefon z kieszeni, napisał w wiadomości wymiary córki i niewiele się zastanawiając, rozesłał ją do wszystkich. Z szerokim uśmiechem na ustach wszedł powoli do salki, do której przeniesiono Amelię razem z Anielką i przysiadł przy łóżku żony, zgarniając jej włosy z czoła. Ama uniosła tylko kącik ust w górę, czując jego dotyk. Potrzebowała jeszcze paru minut, by móc choćby otworzyć oczy.
    - Przepraszam - Misiek szeptem zagadnął młodą pielęgniarkę, przygotowującą łóżeczko obok łóżka. - Mógłbym dostać jakikolwiek bandaż, plaster, cokolwiek? Żona troszkę uszkodziła mi rękę… - mruknął niechętnie, pod światło oglądając wybitego palca. Fioletowa opuchlizna raziła w oczy, a on był pewny, że Mariusz złoi mu za to skórę. Mimo to nie mógł przestać się uśmiechać. Pielęgniarka skinęła mu tylko głową, po chwili podając mu rolkę bandaża elastycznego i worek z lodem. Siatkarz podziękował uśmiechem, w ciszy zakładając opatrunek. Nieprzyjemne pulsowanie powoli ustępowało, a kiedy do sali wsunęła się położna z różowym zawiniątkiem na rękach, ból całkowicie zniknął. Oniemiały Michał wziął córkę na drżące ręce i zaraz zesztywniał niczym kłoda, ledwie oddychając.
    - Zdrowa dziewczynka, gratulacje - usłyszał spokojny głos kobiety i przełknął głośno.
    Aniela. Jego córka. Jaka ona maleńka była! Mieściła mu się na połowie przedramienia, chybocząc się na nim niebezpiecznie. Michał co chwilę drżał z przerażenia, bojąc się, że ją upuści.
    - A-A-Amelia… - wydukał niepewnie, powolutku okręcając się przodem do łóżka żony. Brunetka niechętnie rozchyliła powieki, a widząc Michała z niemowlakiem na rękach, szeroko się uśmiechnęła. - Weź ją, błagam…
    Zaśmiała się słabo, podciągnęła się do pozycji siedzącej i z automatu układając ręce w kołyskę, odebrała mężowi córkę. Dopiero, gdy Aniela wtuliła się w pierś mamy, odetchnął ciężko, pewien, że nie zrobił jej krzywdy.
    - Ale mnie nastraszyłaś - westchnęła Ama ciężko, palcem głaszcząc policzek dziewczynki. - Gdybym wiedziała, że to taki ból, sama bym sobie zrobiła cesarkę - powiedziała ze słabym uśmiechem, patrząc w błyszczące oczy Miśka. Winiar pogłaskał ją po głowie, po chwili całując ją w nasadę nosa.
    - Jestem z ciebie bardzo dumny - szepnął, zaglądając jej w oczy. Amelia musnęła palcami jego szczękę i wyciągnęła ku siatkarzowi szyję, żeby móc pocałować go w usta. Niewyobrażalne zmęczenie zaczęło zmieniać się w ogromną, szczerą radość.
    - Puk, puk! Możemy? - usłyszeli od wejścia. Pierwsze do sali wpadły kolorowe balony, po nich do pomieszczenia wsunął się Wlazły, a za nim wkroczył Oliwier z Kubą na rękach i Paulina, zamykająca cały ten śmieszny pochód. Amelia zachichotała pod nosem, mocniej wtulając zmęczoną twarz w poduszkę. Michał szybko otarł oczy wierzchem dłoni i wyciągnął rękę do synów, wołając ich do siebie. Kuba od razu zaczął się wyrywać z ramion brata; Oli ostrożnie odstawił go na podłogę, a ten od razu pognał w stronę leżanki. Winiar wziął go pod ręce i posadził na skraju materaca, żeby mógł obejrzeć siostrę.
    - Mamusia już dobzie? - zapytał z troską, klepiąc rączką brzuch mamy. Michał chciał go powstrzymać, ale Amelia przygarnęła do siebie chłopca i pocałowała go w policzek, uśmiechając się szeroko, z miłością.
    - Dobrze, mój kochany rycerzu - powiedziała zachrypniętym głosem. Kubuś uśmiechnął się wesoło, wgramolił dalej na łóżko i popatrzył w zastanowieniu na siostrę.
    - Czemu Ania jest taka mała? - zapytał cichutko.
    - Bo dopiero się urodziła, skarbie - powiedziała Amelia, zgarniając chłopcu ciemne włosy z czoła. - Jeszcze urośnie, tak jak ty. Zobaczysz.
    - A kiedy będę się mógł z nią pobawić? - rzucił śmiertelnie poważnym tonem, rozbawiając rodziców.
    - Na razie musi się przespać - mruknął Michał. Wziął chłopca na swoje kolano, szepnął mu coś na ucho i po chwili Kuba pochylił się nad dziewczynką z dużą pomocą ojca, po czym delikatnie pocałował siostrę w główkę. Zadowolony z siebie, Kubuś znowu wczołgał się na leżankę i przytulił do ręki mamy, kładąc się wystarczająco daleko od Anieli, żeby jej nie zgnieść. Michał zerknął w stronę drzwi i zamrugał szybko, widząc nieco spłoszonego Oliwiera, stojącego pod ścianą.
    - Chodź - zawołał go, wyciągając w jego kierunku rękę. Trzynastolatek z nietęgą miną podszedł do ojca i oparł się plecami o jego nogę, z pewnym dystansem patrząc na wijące się w kocu maleństwo. - Czemu sam tam stoisz? - zapytał przyjmujący, obejmując chłopca na wysokości ramienia.
    - Tak jakoś - bąknął, wzruszając ramionami. Michał zaraz sprzedał mu kuksańca w bok.
    - Co jest?
    Olek odwrócił wzrok. Czuł na sobie spojrzenie Amy, ojca i młodszego brata, a dodatkowa obecność tej małej, kwilącej kulki wcale mu nie pomagała.
    - No… Rafał mi powiedział, że jak jemu urodziła się siostra, to rodzice go odstawili na bok… - mruknął, wyłamując palce. Michał prychnął nerwowym śmiechem.
    - To ty się nie słuchaj Rafała, tylko mnie może, hm? Olek, nigdzie cię nie odstawiam - powiedział, na siłę szukając wzroku syna. - Takie maleństwo potrzebuje więcej uwagi, ale to nie znaczy, że o tobie zapomnę, zostawię.
    - Ja wiem, tylko… mieszkamy osobno, ty ciągle wyjeżdżasz. Jak jeszcze ona się teraz urodziła, to…
    - No to tym bardziej cię potrzebuję! - zawołał Winiarski. - Olek, to dziewczynka! Komu pierwszemu powie, że jakiś chłopak jej się podoba, tacie czy bratu? - zapytał z rozbawieniem.
    - Bratu? - westchnął chłopiec niechętnie.
    - No właśnie. To kto będzie mógł wcześniej sprawdzić, czy dobrego kawalera sobie wybrała i ewentualnie przegonić go, gdzie pieprz rośnie? Co? - drążył temat, uśmiechając się coraz szerzej. Oliwier niepewnie uniósł kącik ust w górę.
    - Ja?
    - No ty, ty - rzucił, czochrając ciemne włosy na głowie chłopaka. - Młody, nie przestanę cię kochać, choćby mi Kuba z Anielą weszli na głowę. To ty jesteś moim najstarszym synkiem, moim MVP - puścił mu perskie oko. Oliwier zagryzł wargę i niepewnie pochylił się w przód, patrząc na buzię śpiącej dziewczynki.
    - Całkiem ładna - mruknął bez przekonania, rumieniąc się obficie. Michał odwrócił nieco głowę, gryząc się w język, żeby chłopak nie zobaczył jak dusi się ze śmiechu. Amelia posłała mu za to przyjacielski uśmiech i wzięła małą ponownie na ręce.
    - Chcesz ją potrzymać? - zwróciła się do Olka.
    - M-mogę? - wydukał przestraszony.
    - Usiądź na łóżku, tata ci ją poda - powiedziała, wskazując chłopcu kanapę w drugim krańcu pokoiku.
    - A mogę ja? - Mariusz nagle stanął koło łóżka Amelii, wyciągając do niej ręce z błagalnym spojrzeniem. Winiarska parsknęła cicho i podała córkę przyjacielowi, odprowadzając go wzrokiem aż do krótkiej sofki stojącej pod ścianą.
    - Tylko się nie przyzwyczajaj! - zawołał Misiek, na co Szampon wytknął mu tylko język.
    - Przepraszam za palce - szepnęła nagle Amelia, ujmując dłoń męża w swoją i całując jej wierzch.
    - Nie szkodzi, tydzień i przejdzie - mruknął, zaraz muskając ustami wargi brunetki. - Dziękuję - szepnął ledwie słyszalnym głosem. Ama wywróciła ostentacyjnie oczami, doskonale wiedząc, że za tym jednym słowem czai się dużo więcej niż radość po narodzinach córki.
    - Misiek, za co ty mi w kółko dziękujesz? - zachichotała.
    - Za to, że dajesz mi tyle szczęścia - powiedział swobodnie. Uśmiechnął się, widząc zaskoczenie w brązowych oczach kobiety. - Za to, że dałaś mi dawno temu szansę, bo dzięki temu byłem w stanie zapomnieć o Dagmarze i ruszyć do przodu z własnym życiem. Nie wiem jak bym skończył, gdybym nie poznał ciebie. Okazałaś mi zrozumienie, a gdyby nie ono, nie miałbym Oliwiera - szepnął głosem nabrzmiałym łzami. Amelia pogłaskała go lekko po policzku, nie zdolna do wydania z siebie głosu. - Zaraz po wypadku… Nie miałem siły już walczyć, nie chciałem się męczyć, wiesz? Nie mówiłem ci tego, bo nie chciałem cię denerwować, ale gdybym nie wiedział, że siedzisz przy mnie, gdybym nie miał nadziei, że mimo wszystko na mnie czekasz, nie obudziłbym się ze śpiączki. Tyle razy się ze mną kłóciłaś, bylebym tylko skończył rehabilitację, chociaż ja miałem ochotę cisnąć to w cholerę. Gdyby nie ty, pewnie nie zostałbym mistrzem świata, bo po prostu bym się poddał, nie odzyskał sprawności, formy. Dałaś mi siebie, dałaś mi dziecko… teraz już dwójkę - zaśmiał się i pociągnął nosem, gdy Ama kciukiem starła mu samotną łzę z policzka.
    - Misiu… - szepnęła drżącym głosem, czując, jak i ją zaczynają piec oczy.
    - Dusiłem się własnym życiem, dopóki ciebie nie poznałem, Ama. Dzięki tobie jestem mężem, ojcem. Siatkarzem z prawdziwego zdarzenia - zaśmiał się. Wziął dłoń żony w obie swoje i przycisnął ją do ust. - Za to ci dziękuję. Że wszystko co mam, wyszło od ciebie, istnieje dzięki tobie. Za to, że jesteś moim źródłem radości.


The end


~~~~

Tak kończy się ta historia. Michał poprzestał jednak na trójce dzieci ;p Grał długo, choć jak widać, przebąkuje o zmianie stanu rzeczy. Stefan musiał uznać wyższość grupy trenowanej przez Wlazłego ;) Zbyszkowi urodziły się dwie, piękne, zdrowe córeczki. Trenuje Modenę i nie śpieszno mu do zmiany miejsca zamieszkania. Sonia i Winiar nigdy nie dowiedzieli się o sekrecie Zbyszka i Amelii. Arek chce zostać gwiazdą NBA, a Oliwier będzie siatkarzem na miarę syna podwójnego mistrza świata.

Taką zgotowałam im przyszłość. Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłam, jeśli jednak tak się stało - przepraszam. Robiłam co mogłam, by ten blog był dobry, nawet bardzo dobry. Może nie zawsze było to widać, ale wkładam w to co robię mnóstwo energii. Końcowy efekt diametralnie różni się od tego, co "za pierwszym zamachem" urodziło się w mojej głowie. Zbyszek miał być szują, w Michale miała zakochać się jakaś Rosjanka, która utrudniałaby mu kontakt z Amą podczas jego gry w Fakiele. Magda miała nie istnieć, podobnie jak Sonia ;) Jak widzicie, w trakcie tworzenia wiele uległo zmianie. Uważam, że to dobrze, bo inaczej wyszedłby z tego jakiś meksykański, bezsensowny ciągut :P Pozostał jednak fakt, że "Źródło" jest opowiadaniem po części bazującym na moim doświadczeniu. Zanim zdecydowałam się je pokazać przyjaciółkom, Ama nosiła moje imię, Alicja - imię mojej Rudej etc. :P Ten tekst miał być swego rodzaju moim rachunkiem, spisem myśli i uczuć, ale widzianych oczami postronnego obserwatora (stąd taka narracja). Część wydarzeń z życia Amelii Świderskiej (tych nie związanych z siatkarzami) zdarzyła się naprawdę.

Mimo, że przez cały okres działalności bloga u jego szczytu widnieją podziękowania dla moich przyjaciółek, muszę im podziękować jeszcze raz, właśnie teraz. Szczególne dzięki należy się Rudej, bo mimo, że nie do końca trafiłam w jej gusta takim romansidełkiem, to właśnie ona namawiała mnie, żebym wysłała jej ten tekst, gdy miał ledwie 5 rozdziałów. To ona naciskała, żebym pokazała go reszcie dziewczyn, a w końcu one wszystkie wierciły mi dziurę w brzuchu, żebym to opublikowała. Tak więc gdyby nie one, tego bloga pewnie by nie było :D Siostrze za jej "hymmmmm" również jestem niewypowiedzianie wdzięczna (wiem, że wiesz o co chodzi :P). Wam wszystkim dziękuję za to, że spędziliście tu ze mną tyle czasu. Wróciłam tu po dwóch latach. Po mocno nieudanym blogu, milionie niedokończonych historii. Po miliardach zawirowań w głowie, w życiu. Z opowiadaniem bazującym na siatkarskim świecie, czyli na czymś za co nigdy, przenigdy nie chciałam się brać. Jak wiecie nadal czasem mam obawy, czy aby nie przekraczam pewnej niewidzialnej granicy, ale cóż... pozostaje mi mieć nadzieję, że nie :)

Dziękuję tym, którzy byli i odeszli, a jeszcze mocniej tym, którzy zostali, choć pewnie ciężko było ze mną wytrzymać :D Dziękuję Wam za odwiedziny, komentarze, opinie, uwagi. Dziękuję zakochanej w siatkówce, ret i wingspiker. - chyba jako jedyne jesteście ze mną od samego początku; czytacie, komentujecie, wspieracie. No i wytrwałyście! Aplauz! :D ♥ Mayako, przypuszczam, że w Twoje gusta również się nie za bardzo wpasowałam, ale dziękuję za wszystko. Za kopa na samym początku, za zostawiane tu komentarze, za śliczny nagłówek, który mi zrobiłaś dawno temu ^^ (szkoda, że w końcu nie udało się go naprawić xD). Dziękuję Wam wszystkim i każdemu z osobna. Nie mogłabym zwłaszcza zapomnieć o tych, które darzą mnie najpiękniejszymi, długimi, barwnymi komentarzami za każdym razem; te, które chciały nadrabiać tyle rozdziałów w tak krótkim czasie, by być ze mną na bieżąco. Naprawdę cholernie to doceniam ♥: Selene, Annie/Zuzek, Greenberry (wiem kochana, że zniknęłaś z osobistych przyczyn, ale mam nadzieję, że już jest lepiej ;*). Jeśli mogę o cokolwiek prosić, to byście nigdy nie zmieniały tego, w jaki sposób piszecie swoje opowiadania ani w jaki komentujecie moje. No i... nie zostawiajcie mnie :)

Od teraz widzimy się tylko na "Fobiach". Po raz ostatni z tego miejsca, zapraszam Was na ich kolejną odsłonę - ósemka. Mała podpowiedź z mojej strony - kto chce a tego nie zrobił, niech się na "Fobiach" zapisze do obserwatorów, bo już żadnych innych odsyłaczy nie będzie z mojej strony (chyba, że jesteście w zakładce "informowani" na tamtym blogu) :P Co będzie później? Nie wiem. Miał być Wrona, potem do głowy wpadł mi pomysł na Conte. Coraz ostrzej jawi mi się w głowie Dziku. W tej chwili chcę jednak spokojnie skończyć "Fobie" w wordzie i odpocząć. Gdy pojawi się dalszy plan działania, na pewno powiem o tym na zbyszkowym blogu, albo na podstronie.

Wiem, że Zbychu nie cieszy się popularnością, ale po tym, ile mam odwiedzin, komentarzy, obserwatorów tutaj wnioskuję, że ja się nią cieszę (zaraz obrosnę w piórka) xD przynajmniej wśród Was. Mam więc nadzieję, że będziecie ze mną dalej i nie odrzuci Was główny bohater "Fobii". Liczę na Was, bo po prostu podświadomie czuję, że chyba już nigdy czegoś tak dobrego nie napiszę. Tak naprawdę, to moja przyszłość w blogosferze w dużej mierze zależy też od Was ;)

"Źródło" uważam za zakończone z sukcesem. Pewnie gdy wpadnę tu za jakiś czas, złapię się za głowę - to ja takie słabe coś napisałam?! :o Ale zawsze tak jest ;) dojrzewamy, nasz styl dojrzewa, ale to chyba jest w tym najpiękniejsze. Nie warto stać w miejscu, w żadnej dziedzinie. Jeśli na czymś Wam zależy, lubicie coś robić i chcecie czerpać z tego satysfakcję (oraz by inni ją czerpali), doskonalcie się w tym, doszkalajcie cały czas. Wszak człowiek uczy się całe swoje życie :) Jejku... Ścisk w żołądku, łzy w oczach... nie przypuszczałam, że tak mi będzie... dziwnie ciężko, kończyć ten etap... Kocham Was wszystkich ♥ POKAŻCIE MI SIĘ TUTAJ! Dajcie znać, ile rzeczywiście Was było/jest :3

EDIT:
Jeszcze jedno, zapomniałam się "przyznać" :P Ten teledysk: https://www.youtube.com/watch?v=NmugSMBh_iI był dla mnie inspiracją dla wymyślenia wątku wypadku Michała. Więc w sumie także większości tekstu ;)

Start: 01.06.2015
Nominacja do Top 10, Liebster Awards
Piosenka przewodnia: Red - Best is yet to come
Obserwatorów: 33
Komentarzy: 1508 (bez spamu)
Odwiedzin (łącznie): 102890 
Koniec: 08.07.2016